sobota, 7 października 2017

Dużo singli

Ostatnio kręciłam głównie singielki. Cały czas staram się osiągnąć zadowalający skręt.
Oczywiście wszystko zależy od rasy owcy, od której pochodzi wełna i jej właściwości.
Powstały singielki z BFLki, Rambouilleta i Chubuta.

To po kolei:
BFLkę już pokazywałam ostatnio na szpuli i w warkoczu. Blue Face Leicester to jedna z moich ulubionych wełenek. Odpowiada mi w niej długość włosa, miękkość, łatwość przędzenia, sposób przyjmowania barwników. Gotowy singielek wygląda tak:



Generalnie nie jestem nim szczególnie zachwycona. Szarość, burość i ponurość za oknem powoduje, że nie mogę zrobić lepszych zdjęć. Singielek wyszedł bardzo mięciutki, a moteczki są praktycznie identycznej grubości. Nie wiem jak to zrobiłam, ale w każdym jest dokładnie 502 metry/100gramów co daje ponad kilometr włóczki. To akurat mnie cieszy.

Potem  przyszła pora na Rambouillet. To bardzo miękka i sprężysta wełna, taka gąbka. Przez to przędzie się trudno, ale plus jest taki, że włóczka również jest bardzo sprężysta. Przypomina mi nieco merynosa d'Arles, z którym się nie polubiłam. Następne podejście do Rambouilleta to na pewno nie będzie singiel. To wełna idealna do wielonitek i tam pokaże swój urok i potencjał. Czapka, otulacz, szalik, sweterek. Myślę, że to wełna stworzona na rzeczy blisko ciała i warto ten potencjał wykorzystać dublując lub trojąc przędzę.

Dyniowa niteczka wygląda tak:





Tu singiel ma cechy runa, z którego jest ukręcony czyli gąbczastość, miękkość, sprężystość. Wyszło 1026 metrów w 200 gramach.

A na koniec Chubut czyli wełna również z gatunku miękkości blisko ciała i wielokolorowe motki:








Wyszła grubsza niteczka niż dwie pozostałe bo na 200gramów przypada 718metrów. Przędzie się dobrze, farbuje nieźle. Generalnie na pewno jeszcze do niej wrócę.

Na drutach sweterek z ręcznie przędzionej alpaki, mam już prawie cały korpus. Pozostaje wykończyć dekolt i wydziergać rękawy....Nie mam aktualnego zdjęcia, ale początek wyglądał tak:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz