piątek, 30 czerwca 2017

Tour De Fleece 2017

Jutro startuje Tour de Fleece- międzynarodowa zabawa miłośników kręcenia niteczek. Bierzecie udział?


Szykuję się do niej już od ok. 2 tygodni.
Plan- mam 2,5kg alpaki, nie ma szans żebym wyczesała i uprzędła wszystko, ale będę się starać jak najwięcej. Do tego mam też roladki i farbowanki i sama nie wiem od czego zacząć.
Gotowe są nowe niteczki, niektóre nie mogły się doczekać na zdjęcia, ale w końcu są.
Merynos D'Arles, farbowanka inspirowana kwiatem piwoni. 100g/204m, WPI=14, woolen-owa dwunitka. Przędło się toto okropnie- jak suchą gąbkę kąpielową, ale na szczęście efekt zadowalający miękkością i sprężystością.








Tęczowa niteczka z Owieczkowego pudełka, farbowana przez Yarn&Art, wełenka norweska w trójnitce, splot łańcuszkowy. 98g/232m, wpi=16 szorstka, w sam raz na skarpetki poprawiające krążenie.






Ukręciłam też tweedową nitkę z fiołkowych roladek, które niedawno pokazywałam:


Fiołki to Romney Skandynawski z jedwabiem sari w dwóch kolorach, dwunitka. 121g/288m; wpi=13.
Kręcą się kolejne, ale o tym innym razem.

Szykujemy się do wyjazdu, więc aukcje na Allegro oraz sklepik na Etsy są w trybie urlopowym.
Biznesowo wracamy 1 sierpnia.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Roladki w różnych smakach

Czasem z braku pewnych narzędzi można odkryć w sobie drzemiące pokłady kreatywności.
Tak też tym razem było. Z braku drum carder-a, ale z ogromnej chęci i zamiłowania do mieszania powstało ostatnio trochę roladek na tablicy.

Najpierw zafarbowałam na fioletowo warkocz wełny skandynawskiej i wymieszałam z jedwabiem sari w dwóch kolorach (złoto i fiolet). Tak powstały fiołkowe roladki.
Od zawsze podobały mi się fiołki/bratki i tylko kwestią czasu było pokazanie tego w wełnie.






Druga farbowanka, tym razem w barwach wiśniowego różu z dodatkiem beżu, została wymieszana z włóknem sojowym, angeliną oraz wełną Shetlanda w naturalnym brązie (Moorit).
Tak wyglądał zestaw przed mieszaniem:
A tak w postaci gotowych roladek. Kwitnące drzewko wiśniowe.




Na koniec coś zupełnie odjechanego. Mieszanka czarnego merynosa, jedwabiu sari, błyszczącego nylonu i angeliny. Sylwestrowo-karnawałowe roladki, które nazwałam Nocą Kairu (kojarzą mi się z tymi właśnie kamyczkami) oraz z szczotkowaną stalą ze względu na teksturę.




Przesadziłam? ;)

sobota, 10 czerwca 2017

Sposób na alpakę

Dokładniej to mój sposób na alpakę. Absolutnie nie twierdzę, że najlepszy, bo takich nie ma, ale u mnie się sprawdza i może jeszcze komuś się przyda.
Udało mi się niedawno zakupić surową wełnę alpaki prosto ze strzyży, drugi gatunek. Zaryzykowałam bo określenie drugi gatunek oznaczać może wszystko, ale na zdjęciach wyglądała całkiem dobrze.
Nie tylko na zdjęciach: Tak to też zdjęcie, ale już moje ;)

Jest to kolor Light Fawn czyli wiele odcieni od kremowej bieli poprzez ciemne toffi. Oczywiście spodziewałam się że będzie jakaś materia roślinna, jednak nie ma jej dużo. Co najważniejsze nie ma w ogóle odchodów. Drugi gatunek wynika tu z długości, a raczej krótkości włosa.

Również przystrzyżyn czyli tych bardzo krótciutkich włosków powstających w miejscach gdzie strzygacz więcej niż jednokrotnie przyłożył maszynkę nie ma bardzo dużo.


Cechą odróżniającą wełnę alpaki od owczej jest praktycznie brak zapachu (oraz tłuszczopotu co wynika jedno z drugiego)
Teraz jak się za to zabrać?
Wszelką materię organiczną oraz przystrzyżyny wybieram ręcznie. Staram się wybrać pukiel włosia i trzymając za część górną rozczesuję psimi szczotkami dół pukla, a następnie chwytając dół pukla rozczesuję górę. Wełna alpaki nie ma lanoliny dlatego jest to całkiem proste. To co jest wyzwaniem w alpaczym runie to piach, pył i kurz. W tym konkretnie prawie go nie ma!
W innym wypadku pierwszą czynnością byłoby pranie! Ale pranie delikatne i absolutnie nie odtłuszczające bo nie ma czego odtłuszczać.

Przy tak wstępnie przygotowanym runie można wyczesać go pod nitkę worsted, grzebieniem do wełny i hacklami lub pod nitkę woolen gręplami ręcznymi, na drum carderze, albo tablicy blending board.
Wybieram woolen ponieważ będzie mniej strat, a ja strat nie lubię, w dodatku przędę głównie puszyste, ciepłe nitki.
Co dalej? Ano nakładam te rozczesane kłaczki na gręple (u mnie to szczotki), nie starając się by włosek był koło włoska. Wręcz przeciwnie! W nitkach woolen, włoski mają krzyżować się i biec w różnych kierunkach by pomiędzy nimi mogło gromadzić się powietrze. Taka nitka będzie bardziej miękka, ciepła i puszysta.
Czeszę.

I teraz można albo zrobić roladkę (rolag) zwijając od dołu do góry, jak przy owczej wełnie, albo....
Zwinąć od jednego boku do drugiego w kępki o stożkowatym kształcie.

Lubię prząść z takich kłaczków. (Cytrus zajęty Gotlandem, więc pozuje Michalinka).
Przędę semi-woolen czyli wysnuwam krótkimi ruchami do przodu, ale puszczam skręt bez wygładzania.
Niteczka wychodzi puszysta, włochata, typowa dla alpaki. Pozostaje jeszcze ją zwielokrotnić, wyprać i ustabilizować skręt. Ale o tym innym razem.



czwartek, 8 czerwca 2017

Perły i Mięta

To pierwszy post opisujący nowości w naszym malutkim Sklepiku z czesankami.
Czesanki_pl na Allegro ma zaledwie miesiąc, ale w tym czasie nie próżnowaliśmy i dużo pracowaliśmy, a przed nami jeszcze wiele, wiele pracy. W planie jest sklep internetowy z prawdziwego zdarzenia, ale potrzebujemy czasu.
Dotarła do nas dostawa z Wielkiej Brytanii, a w niej nowości takie jak czesanka Perła oraz czesanka Mięta.

Perła to włókno celulozowo-aminokwasowe otrzymane przez nasycenie celulozy roślinnej drobinkami masy perłowej. W dotyku miękka, dająca uczucie chłodu. Biała, z pięknym perłowym połyskiem. Producent opisuje ją jako naturalny filtr przeciw promieniom UV na poziomie UVA 30. Dodatkowo ma zdolność absorpcji wilgoci co czyni ją idealną na letnie przędze a w efekcie dzianiny typu bluzeczki, topy itp.

Tak się prezentuje:

 Przypomina mi nieco czesankę z kukuryczy (Ingeo), ale jest od niej szlachetniejsza.

Druga letnia nowość to Mięta, ponownie włókno celulozowe, ale nasycone drobinkami Mięty pieprzowej. Tu uczucie chłodu w dotyku jest dużo wyraźniejsze. Oczywiście powąchałam i zdziwiłam się, że nie czuję wyrażnego zapachu mentolu (składnik olejku eterycznego mięty). Czesanka przypomina mi nieco jedwab Tussah. Ma kolor złota przełamanego szarością, jest miękka, jedwabista i chłodzi.


Z roślinnych nowości to tyle.
Uwielbiam wełnę sercem i duszą, dlatego sprowadziłam rasy typowo brytyjskie jak Shetland, Blue Faced Leicester, Southdown, Swaledale, Cheviot w wersji superwash oraz Polwarth. Przędłam również Manx-a Loaghtan i polubiłam bardzo tę wełenkę, więc również jest dostępa.
Fascynują mnie bardzo rasy owiec z północy, zachodu i odleglych stron dlatego zamówiłam dwa naturalne kolory wełny Islandzkiej (szarość i brąz), wełnę Norweską oraz francuską Charollais.
Po uprzędzeniu ostatniej farbowanki w zieleniach/turkusach i granacie stwierdziłam, że Corriedale to jedna z moich ulubionych wełen, więc jest od dziś jest dostępna w kolorze szarym i białym. Nie zabrakło również wełny dla początkujących czyli South American.

poniedziałek, 29 maja 2017

Zielono mi

Zauważyłam, że ostatnio często sięgam po kolor zielony.
Ciekawe bo na codzień nie przepadam za zielenią inną niż roślinna. Chyba zielono mi w duszy.

Postanowiłam wypróbować core spinning i wybór padł na runo Texel, które jakiś czas temu wymieszałam z angeliną i jedwabiem sari w ręcznie wyciąganej dizem taśmie.






Było to "core" puszyste czyli przędzione bez wygładzania, a osiągane za pomocą krótkiego i szybkiego wysnuwania taśmy pod kątem 90 stopni w stosunku do nitki stanowiącej rdzeń. Są nierówności, tekstury, różne struktury jak na Art Yarn przystało.

Po grubasku przyszła kolej na coś naturalnego w kolorze, a dokładniej BFL Oatmeal, który już jakiś czas sobie grzecznie czekał na uprzędzenie. Tu bez specjalnych fajerwerków. Po prostu woolen, dwunitka.
Chciałam uwydatnić cechy wełny czyli miękkość, puszystość i kolor z pięknym półpołyskiem.







A później znowu  zieleń w duszy dała o sobie znać, razem z tęsknotą do morskiej laguny, lata i wakacji. Farbowanka powstała niedawno. Soczyście kwaśna zieleń, turkusy i nutka granatu zamieniły się w singla. To Corriedale, jedna z moich ulubionych wełen. Zrobiłam próbkę Navajo, ale nie spodobała mi się i singiel pozostał singlem.



A obecnie na szpuli, znowu zieleń, a jakże!

piątek, 19 maja 2017

Wiosna, wiosna ach to Ty?

Za oknem przepiękne słońce, a termometr tuż przy parapacie pokazuje 48 stopni....tak....a ja mam 38 stopni....Dopadła mnie jakaś paskudna choroba. Przez to mniej kręcę i w ogóle siły nie mam.

Ale wyschły nowe włóczki, poetykietkowałam je i obfociłam tuż przed chorobą.
Wełenka Nowozelandzka jagnięca. Przędła się sympatycznie, farbowanka moja własna, dwunitka, w mojej ulubionej grubości "Sport" czyli 198m/105g, przędziona "woolen". Wiosennie i świeżo.




Kolejna to Wensleydale. Połysk ma ta wełna przepiękny, ale nie polubiłyśmy się. Powodem jest długość włosa i moje preferencje. No źle mi się długowełniste rasy przędzie. Aby ułatwić sobie pracę przędłam "from the fold". Podziwiam osoby, które przędą Wensa prosto z taśmy.
Wyszedł tropikalny sorbet, 2ply, 108m/103g.




Ukręciłam też nie do końca udanego singla, w dodatku w ogóle nie mogę trafić odpowiedniego oświetlenia by zrobić mu zdjęcia. Jest to mieszanka różnych wełen- Merynos, Fińska, szczypta alpaki i jedwab sari.


Ciągle ćwiczę kręcenie singli, a nie jest to proste. Czytam, kształcę się i wszędzie znajduję informację, że singla nie da się idealnie zbalansować. Zawsze jest ten skręt w którąś stronę (u mnie to "S"), a kluczem jest minimalne skręcenie włókien. No i to jest mój problem- ciągle się obawiam, że jak słabiej skręcę to się włóczka rozejdzie. Pozostaje ćwiczyć nadal, albo kręcić bardzo cienkie single, bo im cieńsza nitka tym więcej skrętu jej trzeba. Tego singla jest 102g/204m.

Na szpuli wyglądał tak:





Blending board też jest w użytku. Powstały wiosenne roladki chociaż kolory jesienne.


A z nich spory, jumbo-motek rustykalnej nitki w kolorach jesiennych liści. 165g 364m dwunitki.






Rustykalny dlatego, że wszelkie faktury, zgrubienia nie były usuwane, ale pozwoliłam im się wkręcić, przez co miejscami włóczka jest grubsza, miejscami cieńsza, są bąbelki, grudki i zgrubienia. Tak miało być- dziko.
Skład tej dwunitki to Kent Romney i merynos w kolorach pomarańczu i szarości. Romneya farbowałam sama na żółto, pomarańczowo i brązowo. Merynos był barwiony fabrycznie.
Myślę, że to rasowa męska nitka, ale może jakiejś kobiecie też się spodoba.