Czasem w życiu tak się zdarza, że sobie człowiek zaplanuje za dużo, podejmie się zbyt wielu wyzwań na raz i nagle przychodzi choroba, albo inna okoliczność, która plany i zamiary mocno weryfikuje.
Tak i w moim przypadku się stało.
Teraz, po kilku miesiącach powoli łapię równowagę i próbuję nadrabiać zaległości.
Mam trochę zdjęć i projektów, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Chciałabym również powrócić ze "studiowaniem ras owiec", ale wszystko w swoim czasie.
Jeszcze na początku grudnia uprzędłam klasyczną trójnitkę z czesanki Romney skandynawski, którą wcześniej zafarbowałam. Kolory trudne, nie każdemu się podobające.
Jest to tradycyjna trójnitka uprzędziona jako fraktal. Od samego początku przeznaczona na skarpetki, z racji tego, że Romney to nieco szorstka wełna.
Wrzuciłam gotową włóczkę na druty skarpetkowe i wydziergałam jeszcze przed Świętami skarpetki ze wzmacnianą piętą według przepisu od Intensywnie Kreatywnej.
No i na ludziu:
Bardzo mi się podoba włóczka i efekt kolorystyczny jaki powstaje w gotowej dzianinie, skarpetki noszę i eksploatację znoszą jak do tej pory dzielnie.
Nadrabiając grudniowe zaległości nie mogę nie pokazać czesanek jakie sprowadziłam z Bolinas (Kalifornia, USA) bo się uparłam, że chcę poznać Targhee i Tasman Combeck.
Targhee zmieniło kolorki na takie:
Ile de France na takie (złamałam wszelkie zasady łączenia kolorów z pełną premedytacją).
A Tasman pozostał w naturalnym kolorze.
Dziś na tym zakończę, ale postaram się pokazać więcej w kolejnych dniach.
Życzę wszystkim wytrwałości i siły do realizacji postanowień noworocznych i przede wszystkim zdrowia, bez którego wszystko inne zaczyna się sypać.
Blog poświęcony przędzeniu i farbowaniu wełny oraz innych włókien.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fraktal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fraktal. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 1 lutego 2018
poniedziałek, 30 stycznia 2017
Podsumowanie stycznia
Codzienne obowiązki bardzo mnie pochłaniają, ale wieczorami ręce aż rwą się do kołowrotka.
Uprzędłam moje pastele z runa owieczki South American.
Chciałam wypróbować fraktale, więc mam:
A tu już po stabilizacji skrętu:
Wyszło 388m/103g czyli grubość zbliżona do skarpetkowej. Jestem zadowolona z tej włóczki.
Czesanka bardzo przyjemna w pracy i wydajna.
Po farbowanych kolorkach zachciało mi się czegoś naturalnego, więc uprzędłam grubszą nitkę z runa Finnish i skręciłam navajo.
Wyszły mi dwa precelki po ok. 50g każdy (140m/100g) 3ply, 16 wpi czyli sport weight.
Na pewno nie będzie to moje ulubione runo, szorstkie, gryzące, włochate, ale kolor ma absolutnie przepiękny!
Walczyłam by pozbawić go nieco tej "żartości" i starałam się nie skręcać zbyt mocno. Udało mi się na tyle, że na drutach mam Zwariowany Otulacz na bazie Miesiąca tematycznego u Intensywnie Kreatywnej
Oczywiście kiedy będzie gotowa moja wersja nie omieszkam się pochwalić.
A na koniec dzisiejszego wpisu przędza-wyzwanie czyli...alpaka z jedwabiem w stosunku 50/50.
Ostatecznie wyszło 190m/50g, sporo czesanki zepsułam przez brak wprawy i wyczucia.
Nie jestem zadowolona z tej nitki, bardzo trudno mi się pracowało, kłaczy się i sypie, a w czesance pełno kępek z włosków, które musiałam ręcznie usuwać. ALE!
Po wprawie da się snuć bardzo cieniutką nić. Szkoda, że nauczyłam się tego dopiero po 400 metrach...
Następnym razem uprzędę niteczkę grubości włosa i potroję. Dwunitka zdecydowanie mi się tu nie podoba, grubość za duża i w ogóle nie. Cóż wszak się dopiero uczę.
A następy raz będzie ponieważ nitka jest cudownie miękka, lejąca i ma niesamowity połysk jedwabiu :)
Uprzędłam moje pastele z runa owieczki South American.
Chciałam wypróbować fraktale, więc mam:
A tu już po stabilizacji skrętu:
Wyszło 388m/103g czyli grubość zbliżona do skarpetkowej. Jestem zadowolona z tej włóczki.
Czesanka bardzo przyjemna w pracy i wydajna.
Po farbowanych kolorkach zachciało mi się czegoś naturalnego, więc uprzędłam grubszą nitkę z runa Finnish i skręciłam navajo.
Wyszły mi dwa precelki po ok. 50g każdy (140m/100g) 3ply, 16 wpi czyli sport weight.
Na pewno nie będzie to moje ulubione runo, szorstkie, gryzące, włochate, ale kolor ma absolutnie przepiękny!
Walczyłam by pozbawić go nieco tej "żartości" i starałam się nie skręcać zbyt mocno. Udało mi się na tyle, że na drutach mam Zwariowany Otulacz na bazie Miesiąca tematycznego u Intensywnie Kreatywnej
Oczywiście kiedy będzie gotowa moja wersja nie omieszkam się pochwalić.
A na koniec dzisiejszego wpisu przędza-wyzwanie czyli...alpaka z jedwabiem w stosunku 50/50.
Ostatecznie wyszło 190m/50g, sporo czesanki zepsułam przez brak wprawy i wyczucia.
Nie jestem zadowolona z tej nitki, bardzo trudno mi się pracowało, kłaczy się i sypie, a w czesance pełno kępek z włosków, które musiałam ręcznie usuwać. ALE!
Po wprawie da się snuć bardzo cieniutką nić. Szkoda, że nauczyłam się tego dopiero po 400 metrach...
Następnym razem uprzędę niteczkę grubości włosa i potroję. Dwunitka zdecydowanie mi się tu nie podoba, grubość za duża i w ogóle nie. Cóż wszak się dopiero uczę.
A następy raz będzie ponieważ nitka jest cudownie miękka, lejąca i ma niesamowity połysk jedwabiu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















