Czasem w życiu tak się zdarza, że sobie człowiek zaplanuje za dużo, podejmie się zbyt wielu wyzwań na raz i nagle przychodzi choroba, albo inna okoliczność, która plany i zamiary mocno weryfikuje.
Tak i w moim przypadku się stało.
Teraz, po kilku miesiącach powoli łapię równowagę i próbuję nadrabiać zaległości.
Mam trochę zdjęć i projektów, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Chciałabym również powrócić ze "studiowaniem ras owiec", ale wszystko w swoim czasie.
Jeszcze na początku grudnia uprzędłam klasyczną trójnitkę z czesanki Romney skandynawski, którą wcześniej zafarbowałam. Kolory trudne, nie każdemu się podobające.
Jest to tradycyjna trójnitka uprzędziona jako fraktal. Od samego początku przeznaczona na skarpetki, z racji tego, że Romney to nieco szorstka wełna.
Wrzuciłam gotową włóczkę na druty skarpetkowe i wydziergałam jeszcze przed Świętami skarpetki ze wzmacnianą piętą według przepisu od Intensywnie Kreatywnej.
No i na ludziu:
Bardzo mi się podoba włóczka i efekt kolorystyczny jaki powstaje w gotowej dzianinie, skarpetki noszę i eksploatację znoszą jak do tej pory dzielnie.
Nadrabiając grudniowe zaległości nie mogę nie pokazać czesanek jakie sprowadziłam z Bolinas (Kalifornia, USA) bo się uparłam, że chcę poznać Targhee i Tasman Combeck.
Targhee zmieniło kolorki na takie:
Ile de France na takie (złamałam wszelkie zasady łączenia kolorów z pełną premedytacją).
A Tasman pozostał w naturalnym kolorze.
Dziś na tym zakończę, ale postaram się pokazać więcej w kolejnych dniach.
Życzę wszystkim wytrwałości i siły do realizacji postanowień noworocznych i przede wszystkim zdrowia, bez którego wszystko inne zaczyna się sypać.
Blog poświęcony przędzeniu i farbowaniu wełny oraz innych włókien.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczka ręcznie przędziona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włóczka ręcznie przędziona. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 1 lutego 2018
niedziela, 10 września 2017
Słoneczna niedziela
Czasem przychodzą smutne dni. Każdemu się zdarza. Najważniejsze nie dać się pochłonąć.
Piękne słońce przywitało mnie dziś, a dzięki mojej 20 miesięcznej córeczce miałam okazję podziwiać ten blask już od 6 rano.
Jesień idzie, czuję to w powietrzu i w kościach.
Kolory....ciągle za mało o nich wiem. Ciągle uczę się je łączyć, eksperymentuję bardziej lub mniej udanie. Mieszam, nakładam, blenduję.
Koloroterapia i przędzenie zdecydowanie pomagają oderwać się od codziennych trosk.
Połowa BFL z ostatniej farbowanki już ukręcona.
Rambouillet się suszy po stabilizacji.
Chyba pora na kolejny projekt. To wełenka Chubut, bardzo mięciutka, coś pomiędzy BFL a merynosem.
Ograniczona jestem paletą podstawowych kolorów moich barwników i chyba przyszedł czas by ją rozszerzyć.
Piękne słońce przywitało mnie dziś, a dzięki mojej 20 miesięcznej córeczce miałam okazję podziwiać ten blask już od 6 rano.
Jesień idzie, czuję to w powietrzu i w kościach.
Kolory....ciągle za mało o nich wiem. Ciągle uczę się je łączyć, eksperymentuję bardziej lub mniej udanie. Mieszam, nakładam, blenduję.
Koloroterapia i przędzenie zdecydowanie pomagają oderwać się od codziennych trosk.
Połowa BFL z ostatniej farbowanki już ukręcona.
Rambouillet się suszy po stabilizacji.
Chyba pora na kolejny projekt. To wełenka Chubut, bardzo mięciutka, coś pomiędzy BFL a merynosem.
Ograniczona jestem paletą podstawowych kolorów moich barwników i chyba przyszedł czas by ją rozszerzyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













